Oprócz błękitnego nieba, nic nam więcej nie potrzeba. Od 4.30 grzmiało, błyskało i padało – ale co się odwlecze to nie uciecze wycieczkę do Ogrodzieńca przesunęliśmy na niedzielę.
Zamiast turnieju rycerskiego odbył się pierwszy etap turnieju gier stolikowych. Losowaliśmy również cichego przyjaciela. Jednak największą atrakcją było wyjście (jednorazowe miejmy nadzieję) do sklepu spożywczego na małe zakupy.
Popołudniowy czas spędziliśmy na wykopaliskach w poszukiwaniu skamieniałości oraz zajadaniu poziomek.
Od pana Piotra dowiedzieliśmy się po co jest mapa i kompas, oraz jak się nazywa najwyższe wzniesienie w okolicy.
Po smakowitej kolacji (racychy z jabłkami) był czas na wspólne zabawy.
Zasłyszane: Ale jak to, czyje to poziomki – nikt ich tu nie zasadził?, tak same rosną ? – a kto je hoduje :)



























